4 czerwca 2043

Drukuj

- Hm… hm… A zatem dlaczego dorobek 27 lat wolności wzbudza w nas zachwyt i miłość? Hm… dlaczego?
- Panie KODzie, ale nas nie zachwyca.
- Jak to nie zachwyca? Nie zachwycają was te piękne drapacze chmur i autostrady wybudowane za rządów PO-PSL? Rozkwitająca demokracja i rozwój gospodarczy, który powróci, kiedy tylko odsuniemy PiS od władzy?
- Nie zachwyca, byłem w Szwajcarii, pytałem znajomych, głosowali na Korwina, nikogo nie zachwyca.

1989-2016-2043

Urodziłem się 23 maja 1997. Nie wiem z autopsji, jak było w Polsce przed czwartym czerwca 1989. Początki wolnej Polski sprzed wejścia do UE znam w zasadzie jedynie z “Historii politycznej Polski” i kilku innych książek, a także opowiadań starszych znajomych i rodziców. Początek mojego bieżącego zainteresowania polityką i sprawami naszego kraju wypada mniej więcej na okres Rządu Jarosława Kaczyńskiego – lata 2006-2007.

Z tej perspektywy, w mojej świadomości nie ma miejsca na obraz Lecha Wałęsy jako bohatera. Co w moim życiu zmienią jego teczki bądź ich brak? Frasyniuk, Wujec, Krzywonos? Te nazwiska rzadko wywołują jakiekolwiek emocje u moich rówieśników, czasem z ignorancji, czasem z innych powodów. Znam Wałęsę z czasów jego aktywności na portalu wykop.pl, którą raczej zachwycony nie byłem, nie skoków przez mur. Mit założycielski III RP na mnie nie działa. Im więcej czytam o jej początkach, tym mniej jestem nią zachwycony.

To nie jest tak, że należę do histerycznej prawicy, która widzi w początkach współczesnej Polski wyłącznie spiski i oszustwa. Z pewnością nie należę jednak do tych, którzy twierdzą, że lepiej być nie mogło. Świat nie jest czarno-biały. Jest wiele osób, które miały prawo poczuć się oszukanymi transformacją ustrojową. Moi dziadkowie, wychodząc na marsze Solidarności, mieli przed oczami 21 postulatów Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego z 17 sierpnia 1980, nie chaotyczną prywatyzację i rażącą niesprawiedliwość systemu emerytalnego, który do dziś zapewnia nomenklaturze o wiele godniejsze życie, niż tym, którzy wybrali drogę opozycji wobec PRL.  Żałuję, że Polska nie przeszła dekomunizacji, wtedy, kiedy był na to czas. Mamy jednak rok 2016 i dzisiejsze zapędy dekomunizacyjne mnie bardziej żenują, niż cieszą. Żałuję, że tak wiele osób, w tym bardzo młodych, bardziej żyje tym, co było 27 lat temu, niż tym, co będzie za 27 lat.

Rok 2043 jest równie odległy od współczesności, co rok 1989. Nie mam wpływu na Polskę 1989, dlatego pozostawiam przeszło ćwierćwieczne spory historykom. Moją sprawą jest Polska 2043.

Komitet Obrony Wadliwej Demokracji

Mało który z moich rówieśników zachwycał się III RP z czasu rządów PO-PSL. Dobitnie pokazały to wyniki ostatnich wyborów. Jedyni ludzi w wieku 18-24, których znam i którzy regularnie jeżdżą na marsze KODu, to działacze Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej. Dosyć znamienne jest to, że nawet oni z dużo większym dystansem patrzą na KOD. Wiara to to, że uśmiechnięci Grzegorz Schetyna, Ryszard Petru i Mateusz Kijowski uratują demokrację, jest raczej domeną osób nieco starszych.

Hasło obrony demokracji być może działa na tych, którzy pamiętają Polskę bez wolnych wyborów. My, ludzie wychowani w demokracji, pytamy:
Jakiej demokracji? Czego mamy bronić?

Bo jeśli tego, co było przed PiS-em, to może nie warto.

Państwa teoretycznego, w którym nie można było policzyć nawet wyników wyborów? Tragicznego powietrza, z którego stanem nic nie robiono przez lata, braku pomysłu na Śląsk po węglu, wybetonowanych bezmyślnie za unijne pieniądze rynków, niepotrzebnych deficytowych aquaparków, lotnisk, stadionów i innych pomników lokalnych watażków, zwijania kolei na rzecz brudnych busików i perspektyw pracy za 1900 zł w modelu rozwojowym opartym na taniej sile roboczej? Braku wydatków na badania i rozwój? Chaotycznie rozlewających się miast, na których kształt wpływ mają wszyscy, tylko nie mieszkańcy? Państwa bezkarnych przestępców i aferzystów, które ściga przeciętnych ludzi o każdą złotówkę? Kraju zarządzanego doraźnie, bez wizji i strategii?

Polska po rządach PO-PSL była 48. demokracją na świecie, określoną we wskaźniku demokracji jako “wadliwa”. Bardziej demokratyczne z państw naszego byłego bloku były: Czechy (25. miejsce), Estonia (29. miejsce), Słowenia (36. miejsce), Litwa, Łotwa, Słowacja i Bułgaria.

PiS może przesunąć nas bliżej Węgier (miejsce 54.), Rumunii, Serbii i Mołdawii, czyli do demokracji najniższych możliwych standardów. Dalej są już tylko reżimy hybrydowe. Tylko dokąd zaprowadzi nas KOD? Wrócimy na 48. miejsce i znowu odkręcimy kurki z ciepłą wodą?

Obóz anty-PiS konsoliduje się pod szyldem tej samej nijakości i bezideowości, przez którą PO przegrała ostatnie wybory. Kiedy słyszę więc, że na czele think tanku KODu stanie Władysław Frasyniuk, widzę przed oczami zdjęcie z Kongresu Kobiet, na którym trzyma napis: “Popieram kobiety, bo są sexy.

Podobnie jak obrazki i wierszyki z marszów KOD, mnie i wielu moich rówieśników to po prostu żenuje. Być może intencje maszerujących są słuszne, jednak nigdy nie przekonam się do formy i nie uwierzę w słowa tych, którzy występują na scenie w czasie protestów.

Afera reprywatyzacyjna w Warszawie pokazuje, że ci sami, którzy tak chętnie bronią demokracji, na spotkania z mieszkańcami wysyłają policję. Platforma Obywatelska w samorządach układa się doskonale nie tylko z wątpliwie odpowiedzialnym społecznie biznesem, ale też z Kościołem. Demokracja liberalna? Co PO zrobiła w kwestii zmniejszenia wpływów Kościoła Katolickiego? Praw człowieka? Pomimo obietnic, Karta Praw Podstawowych nie została ratyfikowana.

Co w zamian?

Krytyka rządów PO-PSL mojemu pokoleniu wychodzi świetnie. Problem stanowi jednak to, że nie wiem, czy ludzie w wieku 18-24 w ogóle w posiadają jakiekolwiek autorytety i wartości. Jasne, wyniki wyborów pokazują, że znaczna część młodych przywiązana jest do wartości konserwatywnych. Nosimy koszulki z Żołnierzami Wyklętymi. Czy to jednak coś więcej, niż moda, która za parę lat zniknie? Znam wielu narodowców, korwinistów i pozostałych prawicujących antysystemowców. Bardziej niż wiara w Boga, ojczyznę i twarde zasady moralne, pociąga ich sprzeciw. Wobec zastanej rzeczywistości III RP, Unii Europejskiej, islamu. Ich konserwatyzm jest fasadowy i rzadko realnie przekłada się na życie zgodnie z wartościami. Płonący młodzieńczy patriotyzm jest być może piękny, ale czy jest w stanie cokolwiek zbudować? Czy my, ludzie z przełomu wieków, mamy w ogóle jakąś docelową Polskę, o którą chcemy walczyć? Najczęściej wiemy, co chcemy zburzyć. A może, wychowani na śmiesznych obrazkach i głupawych filmikach na YouTube, po prostu nie jesteśmy w stanie poważnie myśleć o świecie? W końcu nic takiego się nie dzieje. Czy spadek z 48. na 55. pozycję we wskaźniku demokracji to powód, by wychodzić na ulice?

Nie bronimy demokracji, bo być może przyjęliśmy ją jako coś tak oczywistego i pewnego, że o niej zapomnieliśmy? Nie wiemy przecież, jak to jest żyć w kraju, w którym nie ma wolnych wyborów. Nie sposób też nie wspomnieć o tym, że przynajmniej kilku moich znajomych w demokrację w ogóle nie wierzy. Chyba jest coś w tym, że wielu z nas jest w stanie oddać swoją podmiotowość 74-latkowi, który najchętniej wprowadziłby ustrój monarchiczny.

Kto z młodych chce dziś być obywatelem? Obywatelem w demokracji liberalnej na poważnie, nie tylko wtedy, kiedy trzeba obrzucić przeciwny obóz polityczny błotem w komentarzach w internecie i wyśmiewać wpadki polityków. Nudnym, takim jak w prawdziwych demokracjach: Norwegii, Szwecji, Danii czy Szwajcarii. Takim, który dba o równe, czyste trawniki i o to, by samochody nie parkowały na chodnikach. Takim, który pisze wnioski do urzędu, głosuje i zgłasza wnioski w budżecie  partycypacyjnym i być może na pewnym etapie sam uznaje, że najlepiej będzie się reprezentować we władzach miasta? Takim, który działa w organizacjach pozarządowych, czyta książki, rozwija się i stale patrzy władzom na ręce, niezależnie od opcji politycznej. Obawiam się, że zbyt niewielu.

Chcę jednak wierzyć, że zblazowani i wycofani młodzi ludzie wychowani w demokracji w końcu obudzą się i zaczną pisać własne narracje. Wiele narracji. Też znajdą jakąś konstruktywną ideę, dla której warto wyjść na ulice. Wybór między bezideowością ciepłej wody w kranie, którą reprezentuje front zjednoczony wokół KOD, paranoiczną Polską Kaczyńskiego i tą radykalną, która wyłoni się z prawej strony po zawodzie skrajnych konserwatystów PiS-em, to żaden wybór. Żadna z tych dróg nie doprowadzi nas do prawdziwej demokracji.

Nie chodzę na marsze KOD-u, bo bronię demokracji przed szkodliwą dychotomią, która rodzi pozorny brak alternatyw dla Polski. Mniejsze zło? Jestem jeszcze za młody na takie kalkulacje.

4 czerwca 2016 jadę spotkać się z ludźmi, którzy chcą prawdziwej demokracji w polskich miastach.

Jeśli po drodze nie wybuchnie żadna wojna, to, czy w 2043 będziemy w światowej czołówce demokracji, zależy tylko od nas, obywateli. Do roboty.